— Cóż ja mogę zrobić?
— Uuu... gadzina! — Nikodem splunął na dywan.
Zatarł ślady nogą i siadając za biurkiem wziął słuchawkę telefonu. Wymienił jakiś numer i po chwili odezwał się:
— Tu mówi prezes Banku Zbożowego Dyzma. Dzień dobry panu dyrektorowi.
...
— Dziękuję. Tak sobie. A, panie dyrektorze, czy nie wsadziłby pan do swojej fabryki jednego faceta?...
...
— Owszem, niczego, zdolny... tak... tak... Nazywa się Boczek, Józef Boczek.
...
— Więc zrobione?... Dziękuję bardzo... zależało mi, owszem... Do widzenia.