W gruncie rzeczy nie nabrał wygórowanego zdania o arystokracji.

„Głupki — myślał — dość im byle co powiedzieć, a już zachwycają się, jakby człowiek Amerykę odkrył”.

Nie znaczyło to, by zdecydował się na zmianę taktyki, której zawdzięczał famę niezwykle małomównego.

Rozmyślania na te tematy wybiły go ze snu. Przewracał się z boku na bok, palił papierosy jeden po drugim i wreszcie zapalił światło.

Przyszło mu na myśl, czy by nie przejrzeć listów Niny...

Miał ich trzy duże paczki, prawie wszystkie nie otwarte. Położył się znowu i zaczął je czytać. Powtarzało się w nich to samo: miłość, tęsknota, nadzieje, prośby o przyjazd, no i wszędzie długie wywody psychologiczne.

Były tak nudne, że po kilkunastu minutach zrzucił je na podłogę i znowu zgasił światło.

Myślał o kobietach, jakie spotkał w życiu. Nie było ich wiele i musiał w duchu przyznać, że żadna z nich nie zajęła mu tyle czasu i myśli, co Nina. Wspomniał o Mańce z Łuckiej. Pewno już całkiem zeszła na psy, a może i do książeczki się dochrapała344... W gruncie rzeczy szkoda dziewczyny... Co by też powiedziała, gdyby dowiedziała się, że ich były sublokator jest teraz takim grubym fiszem345... Otworzyłaby gębę od ucha do ucha...

Bo z tych pań, co spotkał w salonie u księcia Roztockiego...

„No, i te leciały na mnie, ale prawdę powiedziawszy, nie wiedziałbym, co z taką robić... Chociaż wszystkie jednakie. Byle zdrowy chłop, jak się patrzy, każdej da radę...”