— No dobrze. Ale co im powiedzieć?

— Może pan powiedzieć, że musi pan przyjąć jakiegoś etranżera346.

— Kogo?

— Wszystko jedno, przecie pytać nie będą, etranżera.

Nikodem kiwnął ręką, przerywając urzędnikowi czytanie.

— Bardzo panów przepraszam, ale mam ważnego interesanta, pana Etranżera. Może pan dyrektor Marczewski mnie zastąpi?

— Ależ prosimy, prosimy.

Dyzma ukłonił się i wyszedł.

— Gruby pan w czarnych okularach pochylił się ku sąsiadom i rzekł półgłosem:

— Ten Dyzma to ciągle głową kręci. Kanclerski łeb!