— Niestrudzona sztuka!

W małym saloniku, stanowiącym poczekalnię, Dyzma ujrzał hrabinę Koniecpolską, lecz w takim stroju, że z trudem ją poznał.

Miała na sobie brezentową kombinezę347 automobilową348 i skórzany hełm, połyskujący na czole okularami. Przywitała Nikodema z rozmachem i kalecząc niemiłosiernie wyrazy oświadczyła, że przyjechała doń specjalnie, by go zabrać na wieś.

Zdziwił się tym bardzo. Nie miał najmniejszej ochoty jechać, tym bardziej że na wieczór umówił się z Waredą. Jednakże pani Lala nie należała do ustępliwych. Zapowiadała niespodziankę, a gdy i to nie skutkowało, powiedziała wręcz, że jej mąż wyjechał za granicę, przy czym zrobiła do Dyzmy zachęcające „oko”.

Nie umiał się wykręcić. Musiał przejść do swego mieszkania, przebrać się i zgodnie z instrukcją pani Lali zabrać pidżamę. Ignacemu kazał poinformować Krzepickiego o wyjeździe i zszedł ze schodów.

Pani Koniecpolska siedziała już przy kierownicy dwuosobowej półwyścigówki bez drzwiczek, który to szczegół nie wydał się Dyzmie specjalnie zachęcający do podróży.

Ruszyła z miejsca szalonym tempem, omal nie przejechała policjanta na zbiegu ulic i, szczerząc zęby do swego nieco wystraszonego pasażera, dodała gazu. W kilka minut byli na rogatce349. Zaczynała się tu droga prosta jak strzała i świeżo wyasfaltowana, toteż pani Lala zwiększyła szybkość do stu dwudziestu.

— Przijemni? — zapytała.

— Nie — odparł szczerze.

— Dlaczego?