— Nie rozumiem.
— Bo i nie trzeba. Po cio wszystko rozumieć? Przekona się pan w Borowie.
— To one też jadą do pani?
— Aha!
— To tam więcej osób będzie?
— O nie. Jaki pan ciekawy. Zobaczy pan. Mówiłam: niespodzianka.
Był zły i najeżył się wewnętrznie.
Sądził, że hrabina Koniecpolska zabrała go tylko dlatego, że jej mąż wyjechał, w tym przekonaniu utwierdził go tym mocniej wypadek z rzęsą, a tymczasem dowiaduje się, że nie będą sami...
Istotnie, gdy skręcili z szosy w boczną drogę między nisko strzyżone żywopłoty, ujrzał duży pałac, przed podjazdem którego stało kilka samochodów.
Na tarasie w trzcinowych fotelach siedziało coś sześć czy siedem pań. Gdy wóz pani Lali zatrzymał się, wszystkie zbiegły po schodach, hałaśliwie witając panią domu i z ciekawością przyglądając się Dyzmie, którego całkiem speszyła jednopłciowość towarzystwa.