Obie skłoniły się i w milczeniu wyszły.

— Powariowały baby! Ciężka cholera! — zaklął Dyzma i z rozmachem cisnął trzymane w ręku papiery w kąt pokoju.

Był w szczerym362 kłopocie. Wszystko to spadło nań tak niespodziewanie, a pachniało jakimś ni to grubym szwindlem, ni to kombinacją z duchami.

„Że też tym ludziom takie rzeczy w głowie. Forsę mają, znaczenie mają, a wymyślili jeszcze coś takiego! Z byka baby spadły czy co”!

Rosła w nim złość, że podstępem dał się zwabić tutaj. Gdyby to było w Warszawie, poszedłby do domu i już...

Jednakże trzeba było zobaczyć, co tam stoi w tych papierach.

Podniósł broszurę i zaklął: była drukowana po francusku. Byłby ją znowu rzucił na ziemię, gdyby nie winieta, a raczej rysunek. Ten go zaciekawił.

Wyobrażał dużą salę bez okien. W pośrodku na tronie siedział chudy facet z czarną brodą i z zamkniętymi oczyma. Nad jego głową jaśniała trzypromienna gwiazda i trzy płonące pochodnie. Dookoła plackiem na ziemi leżały nagie kobiety.

Policzył końcem zapałki.

„Dwanaście!... Aha, to niby te pątniczki... A tym facetem to ja mam być... Co za cholera”!