Zamknęła drzwi za sobą i Nikodem odniósł nagle takie wrażenie, jak człowiek, który w pustym zaułku spotka uzbrojonego w gruby kij przeciwnika.

— Już siódma — wymówiła prawie barytonem.

— Siódma? — uśmiechnął się Dyzma. — Rzeczywiście, jak ten czas leci...

— Jakaż jest pańska decyzja? Spodziewam się, że nie odrzucasz nakazu objawień?

— Nie, nie odrzucam — zapewnił Nikodem.

— Zatem stoję przed Wielkim Trzynastym, przed moim panem i rozkazodawcą.

Pochyliła się nisko, tak nisko, że rozłożyste jej biodra wraz z suto367 uposażonym otoczeniem wysunęły się ku górze, do złudzenia przypominając bizantyńską kopułę.

Nagle wyprostowała się i głosem patetycznym wyrzuciła z siebie jakieś pytanie po łacinie, po czym wpiła w Dyzmę wzrok żądający odpowiedzi.

Nikodem skurczył się w sobie i z rozpaczą pomyślał:

„Czego ta wydra jeszcze czepia się!...”