Pierwszym wrażeniem, jakie odczuł wracając do przytomności, była słodycz rozpływająca się w ustach. Otworzył oczy. Tuż przy nich ujrzał czarne źrenice panny Stelli. Zanim odzyskał całkowitą świadomość, jej usta przylgnęły do jego warg i znowu poczuł na języku słodki płyn o mocnym zapachu. Wino. Chciał zaczerpnąć powietrza i odepchnął Stellę. Zobaczył wówczas wśród dymu białe postacie. Wynosiły z sąsiedniego pokoju stoliki, zastawione butelkami i kieliszkami. Pani Koniecpolska, z małym flakonikiem w ręku, kroplami odmierzała jakiś płyn, po czym do kieliszków nalewano wino.

Gdy już napełniono wszystkie, każda z pań wzięła jeden, a panna Stella podała Dyzmie największy.

W pokoju panował teraz pogwar stłumionych rozmów. Nikodem pociągnął tęgi łyk i mlasnął językiem.

— Dziwne wino — zauważył.

— Syćmy się dobrodziejstwem peyotlu373! — emfatycznie zawołała panna Stella.

Kieliszki były już próżne i nalewano nowe.

— Co jest w tym winie? — zapytał Dyzma.

Stojąca obok panna Czarska usiadła na poręczy fotela i, musnąwszy ustami ucho Nikodema, powiedziała rozmarzonym głosem:

— Boska trucizna peyotlu, boska... Czy czujesz war374 w żyłach, mój panie?... Prawda? I taki cudny śpiew, i takie kolorowe... Prawda?

— Prawda — stwierdził i wychylił kieliszek do dna.