Czuł, że dzieje się z nim coś niezwykłego. Opanowała go nagła radość, wszystko stało się piękne, barwne, nawet przysadkowata panna Stella była powabna i kusząca.
Zresztą nastrój wszystkich zmienił się nie do poznania. Otoczyły Nikodema roześmianą grupą, napełniły pokój gwarem wesołych okrzyków, melodiami frywolnych piosenek. Jedna z rozmachem trzasnęła kieliszkiem o ścianę i zawoławszy: — Evoe375! — jednym ruchem zrzuciła z siebie szlafrok. Zaczęła tańczyć.
— Brawo! Brawo! — zawołały inne.
Po chwili dywan pokrył się białymi plamami jedwabiu...
Do wciąż napełnianych kieliszków z małego flakonu spływały jasnozielone krople czarodziejskiego płynu.
Przez kogoś potrącony wywrócił się świecznik i pokój zaległa ciemność, parna, krwista ciemność, pełna namiętnych szeptów i spazmatycznego, oszalałego śmiechu.
Rozdział dwunasty
Przez szczelinę ciężkich firanek wdarła się do pokoju czerwona smuga zachodzącego słońca.
Nikodem ociężałym ruchem sięgnął po zegarek.
Była szósta.