— Głodny pan?
— O, nie, dziękuję.
Spojrzał na nią spod oka i spotkał figlarny, jak zwykle, wzrok. Zaczerwienił się po same uszy.
„To cholera — pomyślał — ani się zawstydzi. Bo chyba nie mogła zapomnieć?”
— Chciałbym jechać — odezwał się po pauzie.
— Ależ proszę, samochód do pańskiej dyspozycji.
W pożegnaniu nie było nic szczególnego i to właśnie jeszcze bardziej detonowało376 Nikodema. Gdy auto skręciło na szosę, obejrzał się.
— To świnie! — rzekł z przekonaniem.
— Słucham jaśnie pana — odwrócił się szofer.
— Jedź pan, jedź pan, nie do pana gadam.