Krzepicki zamyślił się i zaczął gwizdać.

— Ot, co — dorzucił Dyzma — guzik!

Krzepicki nie przestawał gwizdać.

— Co mamy jutro? — zapytał Nikodem.

— Jutro... Nic specjalnego. Ale owszem, jest zaproszenie do cyrku. Wielka ma być sensacja. Przyjechał ten największy siłacz światowy, zapomniałem, jak się nazywa, ale ma walczyć z mistrzem Polski, Wielagą. Pan prezes lubi walki francuskie381?

— Owszem. To pójdziemy? O której to?

— O ósmej.

Pożegnał sekretarza i położył się spać. Nakładając pidżamę zauważył, że ma na szyi złotą gwiazdę. Czym prędzej zdjął ją, wpakował do pudełka od zapałek i schował w biurku, a gasząc światło przeżegnał się na wszelki wypadek.

Nazajutrz oczekiwania jego sprawdziły się. O pierwszej zjawił się Boczek. Istotnie zachowywał się z wielką pewnością siebie. Z daleka wiało od niego wódką.

Dyzma zmienił taktykę.