Podał Boczkowi rękę, podsunął mu krzesło i zapytał, jak mógł najuprzejmiej, czym może służyć. Natomiast Boczek, tym pewniej się czując, nie krępował się ani w słowach, ani w gestach. Posunął się nawet do takiej poufałości, że klepnął pana prezesa po ramieniu.
Tego Dyzmie było już zanadto. Zerwał się z miejsca i wrzasnął:
— Wont382! Cholero! Wont!
Boczek patrzał nań jadowicie i wstał.
— Popamiętasz jeszcze mnie, widzisz go, szyszka!
— Czego ty chcesz ode mnie? Pieniędzy, draniu, chcesz? — pienił się Dyzma.
Boczek wzruszył ramionami.
— Pieniądze też przydadzą się.
— Uuu... swołocz383!...
Nikodem wyjął z kieszeni dwadzieścia złotych, po namyśle dorzucił drugie dwadzieścia.