— Zwariowałeś pan, panie Boczek? Osiemset złotych, któż to panu da?

— Tylko bez bujania, panie Nikodem, już ja wiem, że jak się pan postarasz, to niejeden taki znajdzie się, co da.

W oczach Dyzmy zabłysła nienawiść. Powziął nagle postanowienie.

— No, dobrze, panie Boczek, widzę, że muszę... Hm... mogę pana zrobić zastępcą dyrektora Państwowych Składów Spirytusowych... Chcesz pan?

— To już pewno będzie lepiej. To może z mieszkaniem dostanę? Rodzinę trzeba będzie przecież sprowadzić.

— Pewno, że jest i mieszkanie. Ładne mieszkanie, cztery pokoje, kuchnia i opał darmowy, i światło.

— A pensja?

— Pensja będzie z tysiąc złotych.

Boczek rozrzewnił się. Wstał i wziął Dyzmę w objęcia.

— No widzisz pan, panie Nikodem, my swojaki z jednych stron, to musimy się wspomagać.