— Wiem, że nie pożałuję — mruknął Dyzma — teraz jeszcze jedno: ani słówka nikomu, bo na to miejsce amatorów ze sto będzie, rozumiesz pan.

— Juści rozumiem.

— No to fertig388. Jutro o jedenastej.

Zapukano do drzwi i w progu ukazał się Krzepicki.

Boczek chytrze mrugnął do Dyzmy i skłonił mu się tak nisko, jak tylko pozwalała mu jego tusza.

— Najniższe uszanowanie panu prezesowi, będzie załatwione wedle rozkazu pana prezesa.

— Do widzenia, możesz pan iść.

Nikodem spostrzegł, że Krzepicki, udając zajętego trzymanymi w ręku papierami, spod oka obserwował znikającego za drzwiami Boczka.

— No, cóż tam, panie Krzepicki?

— Wszystko w porządku. Oto zaproszenie do cyrku.