— Ależ, proszę pani, ja na literaturze nie znam się... Słowo honoru... A kiedy to?

— ... No dobrze, dobrze... A jakże zdrowie siostrzyczki? Wie pani, i ja też, ale o tym przez telefon lepiej nie mówić... Co, do teatru? Eee... wie pani co, czy nie chciałyby panie pójść ze mną do cyrku?... O nie, dziś walczy najsilniejszy człowiek świata... Jak?... Wacek, jak się on nazywa?

— Włoch, Tracco... Nie, tu u mnie siedzi mój przyjaciel, Wareda...

— Nikuś, powiedz jej, że rączki całuję.

— Rączki pani całuje... Będzie, a jakże... No, to dobrze się składa. Zajadę po panie moim samochodem... Do widzenia.

Położył słuchawkę i uśmiechnął się.

— Ach te baby, te baby!...

— Pójdą? — zapytał pułkownik.

— Jeszcze by nie!

— No to chodź, jedziemy na obiad.