— Zabierzemy i Krzepickiego.
— Jak chcesz — zgodził się Wareda.
W restauracji spotkali Ulanickiego i od razu zrobiło się wesoło.
— Znacie już tę anegdotę o buldogu i pinczerku? Gadajcie, co? — zapytał, gdy podano kawę.
— Uważaj! — ostrzegał Wareda. — Nie zapominaj, że kto powie stary kawał, stawia butelkę koniaku.
— Nie mądrzyj się, Wacuś — skarcił go z poważną miną Ulanicki. — Likurgiem390, który tę zasadę prawną ustanowił, byłem przecie ja sam we własnej osobie. Ale słuchajcie. Otóż siedzi sobie na rogu Marszałkowskiej wyżeł...
— Mówiłeś, buldog...
— Nie zawracaj kontrafałdy. Siedzi sobie wyżeł i patrzy, a tu z Ogrodu Saskiego pędzi buldog, olbrzymi buldog...
Dyzma wstał i bąknął:
— Na chwilę przepraszam.