— No to i nie trzeba oddawać.

— Nie chcę. — Zmarszczyła brwi. — Widzisz go, bankier.

Odwróciła głowę i dodała cicho:

— Chyba że... Za darmo nie chcę. Chyba że pójdzie pan ze mną.

— Eee — bąknął Dyzma i zarumienił się.

Mańka spojrzała mu w oczy.

— Nie podobam się panu?

— To nie, czemu?...

— Z pana to też mężczyzna! — wybuchnęła niespodziewanie ze złością. — Uuuu... kalosz!

Zawróciła się na pięcie i ruszyła wolnym krokiem ku domowi.