— A tak, owszem... No i jak tam?
— Żyje się...
Łyknął wódkę i zapytał.
— A tam — wskazał podbródkiem na kotarę — gra Ambroziak? Niech pan powie, to mój kolega...
— Gra — lakonicznie odparł restaurator.
Nikodem wziął wykałaczkę w zęby i uchylił zielonego kretonu391. Tu było więcej osób, a orkiestra grała długo, widocznie na zamówienie.
Jednakże harmonista spostrzegł Dyzmę i gdy tylko skończyli tango, zbliżył się ku niemu.
— Dobry wieczór, Pyzdraj.
— Dobry wieczór — odparł prawie wesoło. — Z tej okazji daj pan większe piwo, panie Malinowski.
— No, jak przyszedł stary kompan — dodał harmonista — to daj pan dwie z kropelkami.