— Jaką rzecz?
— Ludzi mi trzeba trzech, czterech ludzi, takich, co pietra nie mają392, a gładko się załatwią.
— Mokra robota? — zagadnął harmonista przyciszonym głosem.
Nikodem pokiwał się na krześle.
— Jeden facet dojadł mi do żywego.
— Gość polityczny? — zaciekawił się Ambroziak.
— Nie, gdzież tam... taki... drań...
— I co? Trzeba ukatrupić.
Nikodem poskrobał się po ramieniu.
— Nie, po co, tylko zamknąć pysk, żeby nie gadał...