Tymczasem walka nie dawała rezultatów, co doprowadziło Wielagę do nieukrywanej wściekłości. Podniecały ją okrzyki z galerii:

— Wielaga, nie daj się!

— Wal Italiańca!

— Brawo, Wielaga!

Oczy atlety nabiegły krwią, z piersi wydobywało się głuche rzężenie.

Walka stawała się coraz gwałtowniejsza. Zwarte ze sobą ciała pokryły się kroplami potu.

Wielaga z wściekłością atakował przeciwnika, ten bronił się zawzięcie, lecz zawsze w dobrym stylu i zgodnie z regulaminem, podczas gdy Wielaga nie hamował już brutalnej żądzy pokonania Włocha, a nawet sędzia kilkakrotnie musiał interweniować, gdyż używał niedozwolonych chwytów.

Nagle udało mu się ująć Tracca w straszliwy chwyt, zwany podwójnym nelsonem396. Ogromne jego ręce przesunęły się z tyłu pod ramionami Włocha i zwarły się na jego karku.

Cyrk zamarł w oczekiwaniu.

Zapaśnicy trwali w kamiennym bezruchu, w bezruchu tak pełnym wysiłku, że kłęby mięśni zdawały się rozsadzać skórę.