— Ratunku! Ratunku!...

— Nie ma rady, trzeba go pomacać.

Szczęknęła sprężyna składanego noża i szerokie długie ostrze bezgłośnie wpiło się po rękojeść w ciało.

Raz, drugi, trzeci...

— Fertig398.

Wytarł nóż o jesionkę. Dwaj pozostali szybko przeszukali kieszenie. Zegarek, paszport, pugilares399...

Po chwili ulica Krochmalna była znowu pusta.

Niebo poczynało już szarzeć, gdy skręcili w nią dwaj policjanci na rowerach. Nocny patrol.

— Patrz no — zawołał jeden — tam ktoś leży.

— Pewno pijak.