Zeskoczyli z rowerów i od razu po kałuży krwi poznali, z czym mają do czynienia.

— Oporządzony jak wieprz.

— Zobacz no puls.

— Zimny już.

— To naród, psia ich mać! Trzeba jechać do komisariatu.

— To już trzeci w tym tygodniu.

Zaczął prószyć deszcz. Drobny, zimny jesienny deszcz.

Nocy dzisiejszej patrol rowerowy VIII komisariatu policji państwowej znalazł na ulicy Krochmalnej trupa mężczyzny, lat około pięćdziesięciu.

Przybyły lekarz Pogotowia stwierdził śmierć wskutek przebicia worka sercowego ostrym narzędziem i wskutek upływu krwi oraz pęknięcia czaszki. Wskutek zupełnego zmiażdżenia twarzy trudno ustalić tożsamość ofiary. Żadnych dokumentów ani przedmiotów mogących ułatwić śledztwo nie znaleziono. Zwłoki przewieziono do prosektorium. Istnieje przypuszczenie, iż zmarły zginął wskutek porachunków partyjnych.

Prezes Nikodem Dyzma złożył gazetę i zaczął bębnić palcami po suknie biurka.