— A nie pogniewa się pan prezes?
— Cóż to, masz mnie pan za głupiego?
— Boże broń i dlatego mówię...
Przysunął krzesło i spoważniał.
— Panie prezesie, czy żona Kunickiego wciąż kocha się w panu?
— I to jak! Co dzień ot takie listy przysyła.
— To bardzo dobrze.
Pochylił się do ucha Nikodema i zaczął mówić:
Było już po trzeciej, gdy obaj wyszli z banku i wsiedli do samochodu.
— „Oaza”! — krzyknął Dyzma szoferowi i klepnął swego sekretarza po kolanie. — A pan to też masz łeb na karku. Żeby się tylko udało!