Nikodem wrócił do domu i zaraz zatelefonował do Krzepickiego, oznajmiając, że sprawa jest na dobrej drodze.
Następnie zabrał się do czytania od dawna nie otwieranych listów Niny. Szukał w nich potwierdzenia trwałości jej uczuć.
Słowa i ton listów nie pozostawiały w tym względzie najmniejszych wątpliwości. Wszystkie przepełnione były miłością i skargami na mękę tęsknoty, wspomnieniami chwil wspólnie spędzonych i marzeniami o przyszłym szczęściu we dwoje.
W jednym z listów znalazł wzmiankę o żalu, z jakim porzuci Koborowo, w którym się urodziła i które mówi do niej wyrazem jasnych lat dziecinnych.
Dyzma uśmiechnął się, zatarł ręce i otworzył biurko. Z paczki papierów wyjął drukowany formularz i zaczął uważnie czytać.
Była to plenipotencja404, uprawniająca pana Nikodema Dyzmę do wszelkich czynności finansowych i prawnych w imieniu Niny Kunickiej. Plenipotencję tę wręczył mu zaraz po jego przyjeździe do Koborowa Kunicki.
Dyzma złożył arkusz starannie i wsunął do pugilaresu405. Gwizdał wesoło, zdejmując ubranie, i z rozmachem położył się do łóżka. Jego myśli zajęte były wielką grą, którą rozpoczął, a były to myśli radosne i emocjonujące.
I nagle, ni z tego, ni z owego, w tej samej chwili, gdy przekręcił kontakt stojącej na nocnym stoliku lampy i gdy pokój zaległa ciemność, jak obuchem uderzyła go świadomość.
„Zamordowano Boczka”
Znieruchomiał.