„Zamordowano na mój rozkaz... Za moje pieniądze... Ja zamordowałem Boczka... Cholera!”

Uparta myśl zdawała się wsysać w mózg. Czy też jest życie pozagrobowe, czy prawda, co mówią o duchach?...

Wtem na przeciwległej ścianie dojrzał jakiś ruch w ciemności... Jakiś tworzący się kształt...

Włosy zjeżyły się mu na głowie i rozdygotaną ręką sięgnął do kontaktu. Zawadził jednak rękawem pidżamy o abażur i lampa z łoskotem spadła na ziemię.

Zdrętwiał. Kształt posuwał się ku łóżku.

Cała krew zbiegła się do serca, z krtani wyrwał się przeraźliwy, długi okrzyk. Jeden, drugi, trzeci, czwarty... Sekundy zdawały się godzinami.

Nagle usłyszał człapanie pantofli. Przez szparę sąsiednich drzwi wpadła smuga światła i na progu sypialni stanął Ignacy z rewolwerem w ręku.

— Co się stało?

— Zapal prędzej światło.

Macanie ręką po ścianie i miękki trzask kontaktu. Pokój zalało światło, oślepiające, zbawcze światło.