— Co się stało panie prezesie?

Dyzma usiadł na łóżku.

— Nic. Przez sen zdawało mi się... że ten... że złodziej...

— A ja się przestraszyłem. No, chwała Bogu.

— Nerwowy jestem. Wiesz co, Ignacy, weź swoją pościel i będziesz tu spał na otomanie406.

— Jak pan rozkaże.

— Aha, i idź do kredensu, nalej mi szklankę wódki i przynieś. To dobrze mi zrobi.

Gdy wypił dwoma haustami i zjadł na przekąskę jakiś czerstwy pasztecik, a Ignacy ułożył się na otomanie, Nikodem uczuł zupełny spokój.

— Tfu, baba ze mnie — powiedział do siebie, odwrócił się do ściany i zasnął kamiennym snem.

Rozdział czternasty