— Owszem, pamiętam. Zielona teczka — rzekł spokojnie Dyzma.
— Byłby jeden sposób — odezwał się po pauzie Kunicki tonem wahania — byłoby jedno wyjście... ale...
Dyzma spuścił oczy, by Kunicki nie mógł w nich dojrzeć wyrazu oczekiwania.
— Jaki sposób?
— Hm... Nie śmiałbym nawet prosić... Ale sam pan wie, jakie to ważne dla mnie... Dla mnie i dla pana też...
— Pewno. Miliony pieszo nie chodzą.
— Drogi panie Nikodemie — wybuchnął Kunicki — pan jest jedynym człowiekiem, który może uratować całą sprawę.
— Ja? — nieszczerze zdziwił się Dyzma.
— Pan, pan, bo tylko panu jednemu mogę zaufać. Panie Nikodemie kochany, królu złoty, niechże mi pan nie odmawia!
— Niby czego?