— Wprawdzie zmęczy się pan trochę, ale co to znaczy w pańskim młodym wieku! Kochany panie Nikodemie, niech pan machnie się do Koborowa!

Wyjął z kieszeni skórzany woreczek, w którym pobrzękiwały klucze.

— Niechże pan mnie ratuje. W panu jedyna nadzieja!

Nikodem wzruszył ramionami.

— Ja tam nie lubię grzebać się po cudzych schowkach.

— Królu złoty! — Kunicki złożył ręce błagalnym ruchem.

Nikodem udawał, że się namyśla.

— I trzeba lecieć jak wariat... Człowiek się nie wyśpi...

— Więc cóż ja pocznę, co ja pocznę?! — rozpaczliwie szeplenił Kunicki.

Dyzma bębnił palcami po biurku, wreszcie machnął ręką.