— No, już dobrze, pal pana licho, pojadę.

Stary zaczął wśród szeplenienia dziękować, ściskając dłonie Nikodema, lecz ten dojrzał wyraźnie błyski obawy i nieufności w jego małych, ruchliwych oczkach.

— Który to klucz?

— O ten, ten, a otwiera się całkiem po prostu, tylko górną rozetę trzeba nastawić na dziewiątkę, a dolną na siódemkę.

Dyzma wziął ołówek i zanotował obie cyfry.

— No to już dobrze, zjem coś i pojadę. Dzwoń pan po samochód.

W godzinę później Nikodem po krótkiej rozmowie z sekretarzem zszedł na dół.

W bramie czekał nań Kunicki. Był zdenerwowany tak dalece, że nie umiał już tego ukryć. Raz po raz podejrzliwie zerkał na Dyzmę, dając mu ostatnie informacje i objaśniając, że teczka z dokumentami leży z prawej strony na samej górze, że w teczce są absolutnie wszystkie dokumenty, dotyczące procesu, że zatem nigdzie więcej szukać ich nie trzeba.

— Dobra, dobra — przerwał Dyzma i otworzył drzwiczki auta.

— A niech pan, kochany panie Nikodemie, nie zapomni dobrze zamknąć kasy. I rozetki przekręcić.