— Mnie nie złapią.

— A powiedz, miałeś pietra65?

Roześmiał się.

— Nie ma o czym gadać. No, chodźmy do domu. A to masz dla ciebie na sukienkę.

Położył przed Mańką sto złotych. Dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję i raz po raz zaczęła całować w usta.

Szli do domu, nie rozmawiając po drodze. Nikodem z satysfakcją spostrzegł, że stosunek tej małej do niego zmienił się niemal z miejsca. Szybko zorientował się, że szacunek, graniczący z zachwytem, wzbudziły w Mańce nie pieniądze, lecz cała ta zmyślona historia bandycka. I chociaż pochlebiała mu ta zmiana, wstydził się, że na nią właściwie nie zasłużył. Dlatego za żadną cenę nie przyznałby się jej teraz, że wszystko było bajką.

— Uważasz, Mańka — rzekł, gdy wchodzili na schody — tylko w domu ani pary z gęby. Rozumiesz?

— No, pewno.

— A ja teraz będę musiał wyjechać na jakiś czas, żeby, rozumiesz... No, bezpieczniej.

— Rozumiem. Ale wrócisz?