Nie zrezygnował jednak z przeszukania innych. Rezultatem zaś tego była jego wielka radość.

Zaraz w następnej znalazł dwie koperty. Na małej widniał napis: „Mój testament” na drugiej zaś: „W razie mojej śmierci spalić nie otwierając”.

— W razie śmierci — roześmiał się Nikodem — ale ponieważ nie umarł, to mogę otworzyć.

Złamał lakową pieczęć i wyjął zawartość. Od razu rzucił się mu w oczy paszport austriacki.

— Tu cię mam, bratku.

Paszport był wystawiony na nazwisko Leona Kunika, syna Genowefy Kunik i N. N. W rubryce: „Zawód” stało jak byk: „kelner”.

Następnym dokumentem był wyrok sądu krakowskiego, skazujący Leona Kunika na trzy miesiące więzienia za kradzież platerów420. Pod nim leżała paczka listów, dalej znów notatnik, cały zapisany, i znowu wyrok sądu, na ten raz warszawskiego, skazującego już Kunickiego na dwa lata więzienia za współudział w podrabianiu pieniędzy.

Nikodem spojrzał na zegarek i zaklął.

Było już po dwunastej. Szybko zebrał rozrzucone papiery i wpakował je do kieszeni.

Pozostałe rzeczy z powrotem umieścił w kasie, zamknął ją na klucz i, wziąwszy pod pachę obie odłożone teczki, poszedł pożegnać się z Niną.