— A niech pan prędko przyjeżdża.
— Jak tylko będę mógł wyrwać się, zaraz przyjadę.
Ucałował jej rękę. Służący otworzył drzwi i Nikodem pod ulewnym deszczem przebiegł kilka kroków dzielących go od auta.
— To cholerna pogoda — zaklął zamykając drzwiczki.
— Całą noc będzie lało, ani chybi — przytwierdził szofer.
Istotnie deszcz nie ustawał do rana i samochód, gdy wjeżdżał do Warszawy, cały pokryty był błotem.
W chwili, gdy Dyzma otwierał drzwi swego mieszkania, nie było jeszcze ósmej. Pomimo tego zastał już Krzepickiego. Zamknąwszy drzwi sąsiednich pokojów, by lokaj nie mógł ich podsłuchiwać, zabrali się do wertowania425 znalezionych przez Nikodema dokumentów.
Krzepicki był zachwycony. Zacierał ręce, a kiedy w paczce listów znaleźli dowody przekupienia urzędnika w związku z dawnym procesem, zerwał się i zawołał:
— No, nie ma na co czekać, jedziemy do Urzędu Śledczego.
— A weksle? — zapytał Dyzma.