— Mistrzu! Masz prawo rozkazywać. Czy ten człowiek musi zginąć?

Dyzma przestraszył się. Zwariowała baba.

— Mistrzu — ciągnęła panna Stella. — Czy ma być usunięty raz na zawsze, czy tylko na pewien czas? Rozkazuj.

Nikodem roześmiał się. Wydało mu się czymś dziecinnie głupim, że ta przysadkowata437 małpa, z tym całym poważnym, jak na kazaniu głosem, pyta się, co zrobić z takim potentatem jak Terkowski. W tejże jednak chwili przyszło mu na myśl, że zaledwie kilka dni dzieli go od przyjazdu Windera. A wówczas szlus. Skończone wszystko. Jak się Terkowski zwącha z Winderem... Chyba żeby Terkowskiego wówczas w Warszawie nie było.

— Niech pani wyprawi Terkowskiego do Afryki na drzewo czy do innej ciężkiej cholery! — rzucił z gorzkim szyderstwem.

— Kiedy? — twardo zapytała panna Stella.

— A choćby i dziś, cha, cha, cha... Z pani to wesoła kobita! No, ale nie zawracajmy sobie głowy bajkami. Więc co z tym misterium?

Panie kategorycznie zażądały dotrzymania terminu. Wobec strachu przed jakimś bliżej nie określonym nieszczęściem, jakim miało grozić niewypełnienie obrzędów, Dyzma skapitulował i zgodził się drugie zebranie Loży Gwiazdy Trzypromiennej urządzić u siebie.

Wieczorem dla „zalania robaka” pojechał z Waredą do „Oazy”, a wróciwszy do domu zasnął snem kamiennym.

Od rana zaczęło się od tego, że panna Stella z panią Lalą Koniecpolską przewróciły do góry nogami całe mieszkanie, które Nikodem musiał im oddać na łup. Poczciwy Ignacy otrzymał trzydniowy urlop, gdyż Dyzma pragnął jak najściślej zakonspirować „misterium”. Z tego powodu cała ciężka robota, jak przesuwanie mebli, rozkładanie dywanów itp., spadła na niego samego.