Po części był z tego zadowolony, gdyż mniej miał czasu do myślenia o Terkowskim i o groźbie przyjazdu Windera. Panie nie wspominały o Terkowskim. Widocznie zapomniały. „To i lepiej — myślał — wczoraj niepotrzebnie wysypałem się przed nimi”. Z furią przesuwał meble i dźwigał dywany.
Toteż wieczorem był już tak zmachany, że chętnie zamknąłby się w swojej sypialni na cztery spusty. Niestety, sypialnia została wybrana, jak i trzy inne pokoje z łazienką, na garderobę dla pątniczek.
O jedenastej powstała straszna awantura, okazało się bowiem, że jedna z pań przybyć nie może, gdyż w ostatniej chwili powrócił jej mąż. Ponieważ zaś przepisy stanowczo wymagały obecności dwunastu pątniczek, wszystkie panie były zrozpaczone.
Nikodem natychmiast zaproponował odłożenie misterium na dalszy tydzień, lecz panna Stella z oburzeniem oświadczyła, że byłoby to już pogwałceniem kanonów438 i że nigdy nie pójdzie drogą najsłabszego oporu. Trzeba jakoś temu zaradzić. Z niespodziewanym sukursem przyszła jedna z pań, baronowa Wehlbergowa. Zna jedną dziewczynę, którą bez obawy o zdradę można po prostu wynająć na tę noc. Jest to miła i młoda dziewczyna, „girl” w jednym z kabaretów. Baronowa zna ją dobrze, gdyż przed zamążpójściem sama śpiewała w tym kabarecie i wie, że owej małej Władzi można powierzyć niejedną tajemnicę.
Nie było innego wyjścia, zgodzono się więc na małą Władzię, którą też natychmiast wytelefonowano. Początkowo odmówiła ze względu na zły humor swego przyjaciela, z którym umówiła się na dansing, jednakże dała się przekonać przy pomocy wymownego argumentu pod postacią stuzłotówki.
Dzięki temu misterium mogło się rozpocząć punktualnie o północy z zachowaniem całego rytuału.
O pierwszej, podczas wywoływania szatana, był mały incydent z Władzią. Już półprzytomna, rozpłakała się i krzyczała, że chce wyjść. Ledwie zdołano ją przekonać. Po wypiciu wina z peyotlem439 uspokoiła się zupełnie.
O drugiej salon prezesa Nikodema Dyzmy niczym nie przypominał już salonu jakiegokolwiek, a zwłaszcza salonu któregoś z prezesów.
Podobny był raczej trochę do wędzarni, nieco do łaźni rzymskiej i najwięcej do domu, o którym nikt nie mógłby powiedzieć, że jest za bardzo prywatny.
Późny świt grudniowy zaglądał już przez szpary zasłon okiennych, gdy towarzystwo rozeszło się do swoich pokojów. Na placu pozostał jedynie Wielki Trzynasty. Siedział oparty o ścianę i chrapał tak, że aż szyby się trzęsły.