— Słucham pana prezesa.
— Uważaj: kto mnie w drogę włazi, mnie, Nikodemowi Dyzmie, tego zawsze diabli wezmą. Rozumiesz?
Wychylił kieliszek i mimo woli spojrzał w czarną czeluść drzwi do gabinetu: z ciemności patrzyły nań fosforyzujące443 okrągłe oczy.
Splunął i przeżegnał się.
— Pijmy, Ignacy!
Było grubo po północy, gdy kładąc się do łóżka powiedział służącemu:
— Uważasz, Ignacy, baby to mogą świat do góry nogami przewrócić, bo trzymają z diabłami...
— I pewno — potwierdził Ignacy.
Rozdział szesnasty
We wtorek Nikodem wraz z Krzepickim byli u mecenasa Licuńskiego, specjalisty od spraw rozwodowych, a w środę po raz ostatni u nadkomisarza Reicha, na ręce którego złożyli sto tysięcy złotych.