Przypomniał mu się Terkowski. Zacisnął szczęki. Teraz już dobrze zdawał sobie sprawę z faktu, że uwolnienie się od Terkowskiego zawdzięczał paniom z Loży. Jakimi drogami działały, jakie wpływy były na ich usługi — nie wiedział i wiedzieć nie chciał. Bał się ich. Bał się teraz bardziej niż wówczas, gdy drżał przed zażyłością tych bab z duchami. Żywi są niebezpieczniejsi.
Toteż nie zaniechał postanowienia: jak najprędzej wyjść z Loży. Oczywiście utrzymywać nadal możliwie bliskie stosunki z tymi paniami, ale raczej wepchnąć na swoje miejsce Waredę.
Śmiał się w duchu, przypominając sobie skupione miny pani Koniecpolskiej i panny Stelli, gdy im ponuro zakomunikował „wolę szatana”. Już pułkownik będzie się miał z pyszna!
Pociąg zanurzył się w korytarzu leśnym.
Zbliżał się już wieczór, mglisty wieczór zimowy, gdy załomotały pod kołami zwrotnice Koborowa.
Na peronie stał jakiś urzędnik kolejowy i Nina. Dojrzała Nikodema w oknie i jej twarz rozjaśniła się uśmiechem.
Na powitanie wyciągnęła doń rękę, wskutek czego musiał postawić walizkę na śniegu.
— Nareszcie, nareszcie...
Przeszli przez pusty budynek stacyjny i wsiedli do auta.
Motor rozbudził się na warkot starteru447, koła poślizgnęły się na śniegu i samochód ruszył.