— Powiedz, powiedz... czy on... czy on... od razu się zgodził?
W głosie jej drgał niepokój.
Dyzma roześmiał się.
— Musiał.
— Jak to musiał? — przestraszyła się.
— Nineczko — odparł krótko — sama mówiłaś, że miłość wszystko zwycięża.
Gdy mijali tartaki, rozbłysły właśnie latarnie. Kilku ludzi, stojących przy drodze, zdjęło czapki.
— No i co... co on teraz będzie robił?
— A co to nas obchodzi — wzruszył ramionami Nikodem. — Zabrał wszystko, co było w bankach. Było prawie tyle, co warte Koborowo. Z głodu nie umrze.
— Wyjechał za granicę?