Zaczął jej wyjaśniać, jak umiał, zawiłą procedurę unieważniania małżeństw i powtarzać argumentację adwokata.

— Za dwa miesiące, jak dobrze pójdzie, będziesz znowu panną Ponimirską, a za trzy, jeżeli masz jeszcze na to chęć, zostaniesz moją żoną.

Milczała.

Zaniepokoiło to Dyzmę. A może teraz rozmyśli się?... Może, poczuwszy wolność, nie zechce wiązać się z nim.

— Czemu milczysz, kochana Nineczko? — zapytał najsłodziej, jak potrafił.

— Ach, nic, nic — ocknęła się — myślałam o tej historii. Ale nie trzeba o tym myśleć, prawda?... Minęło... przeszło... Widocznie tak się stać musiało...

Przytuliła się do niego.

— Życie takie jest — powiedział z przekonaniem.

— Boję się życia. Życie jest groźne.

— Ja się go tam nie boję.