— O, wiem, bo ty jesteś silny, strasznie silny.

Wszystkie okna pałacu koborowskiego jarzyły się światłem.

Nina wyjaśniła, że ostatnio co wieczór kazała robić taką iluminację448, gdyż bała się ciemności.

W hallu449 zebrała się cała służba.

Wprawdzie nie wiedzieli nic konkretnego, lecz z urywkowych spostrzeżeń szofera, który bez pana powrócił z Warszawy, wyciągali pewne wnioski, obecnie potwierdzone niebywałym wypadkiem wyjazdu pani na stację.

Czuli, że coś się święci. Nina nazwała to intuicją, a Nikodem — nosem.

Na twarzy pokojówki, której kazał przygotować sobie łóżko w sypialni Kunickiego, nie dojrzał ani cienia zdziwienia.

Nina martwiła się, że znowu zostanie sama, gdy on pojedzie do Warszawy.

— Jedź i ty, Nineczko. Zabiorę cię ze sobą.

— Ba — uśmiechnęła się — gdyby to było możliwe.