— Co to za moda! Czy wam za to płaci się, żebyście tu żarli?! Woźny! Gdzie jest woźny?

— Jestem, proszę pana prezesa.

— Zabrać mi zaraz te szklanki, do ciężkiej cholery! I więcej nigdy nie podawać. A panowie możecie żryć w domu. Zrozumiano?

Przeszedł przez biuro i otworzył drzwi gabinetu dyrektora. Gabinet był pusty.

— Gdzie dyrektor?

— Pan dyrektor przychodzi o dziewiątej — drżącym głosem wyjaśnił jeden z urzędników.

— Co?... O dziewiątej? Darmozjady, psiakrew!

Wszedł do fabryki. Praca wrzała tu w pełni. Robotnicy witali Dyzmę charakterystycznym skinięciem głowy, w którym przejawia się cała nieufność, hardość i obawa, jakie czuje robotnik wobec pracodawcy.

Młody inżynier przybiegł do Dyzmy i przywitał go z szacunkiem.

— Jak tam — zapytał Nikodem — w porządku?