— Kochanie, ja nie chcę, żebyś ty zajmował się gospodarstwem. Po naszym ślubie musisz wziąść administratora. Pomyśl: to zabiera tyle czasu! Cały dzień byłbyś poza domem. Ja nie chcę zostawać sama. Zrobisz to, Niku?

— Już zrobiłem — roześmiał się.

— Jak to?

— Zaangażowałem administratora.

— Tak? To znakomicie.

— No bo jak mamy jechać do Warszawy na kilka miesięcy, to musi ktoś pilnować, bo całe Koborowo rozkradliby.

— A kogo zaangażował mój pan?

— Niejaki Krzepicki, znasz go, zdaje się?

— Jak to? Zyzio? Zyzio Krzepicki, adiutant cioci Przełęskiej?

— Aha. Ten sam.