— To tak!... — powiedziała w zamyśleniu.
Wolnym krokiem ruszyła za nimi.
Nie zdziwił jej fakt istnienia rywalki. Przecie nie mogła przypuszczać, by nie miał żadnej kobiety. Przestraszyła ją wszakże piękność tej pani.
„Kocha ją... na pewno kocha... Ale dlaczego — zrodził się płomyk nadziei — dlaczego w takim razie wczorajszej nocy z inną w hotelu?...
Tkwiła w tym jakaś tajemnica. Gdyby nie to, może dopędziłaby ich zaraz i rzuciła tej kobiecie w oczy, że ma starsze, dawniejsze prawo do Nikodema, że go kocha...
„Wróci do mnie, wróci... Powiem mu, że oczy wypłakałam, że każda z takich jak ja ma swego przyjaciela, a ja jednak nie mam, chociaż pierwszorzędni chłopcy napraszali się... Musi wrócić...”
Nikodem odprowadził Ninę i zawrócił do domu. Rozmyślał właśnie nad tym, że Jurczak, uchodzący w Łyskowie za znawcę kobiet, jednak mylił się, twierdząc, że tylko brunetki są namiętne, gdy usłyszał swoje imię.
Odwrócił się. Przed nim stała Mańka.
— Nikodem — szepnęła cicho.
— Ach, to ty — powiedział nie ukrywając niezadowolenia.