— Papo, nie mów za pana Dyzmę — przerwała córka. — Wątpię, czy dla każdego podkłady kolejowe i odpadki drzewne są rzeczą najistotniejszą i jedynie ważną. Prawda, proszę pana? — zwróciła się do Dyzmy.
— No, naturalnie, pani ma rację — odparł ten ostrożnie — są rzeczy znacznie ważniejsze.
Kunicki zaśmiał się cicho i zatarł ręce.
— Tak, tak, od podkładów są rzeczy ważniejsze! Na przykład kwestia otrzymania większego kontyngentu86 drzewa i kwestia uzyskania dostaw!
Śmiał się kontent87 z siebie.
Blondynka wstała i skinęła głową.
— Nie przeszkadzamy panom — powiedziała zimno.
Szatynka również podniosła się z miejsca i zanim Nikodem zdołał pojąć, na czym właściwie ten konflikt rodzinny polega, obie wyszły z jadalni. Dyzma nie przypuszczał, że śniadanie tak prędko się skończy. Jadł mało, by nie wyglądać na żarłoka, a teraz był głodny.
Lokaj zameldował, że konie podano.
— Tak to — mówił Kunicki nakładając czapkę — widzi pan, niech się pan tym nie zraża, ale między mną i żoną zawsze jest to wielkie nieporozumienie. Ona, panie, idealistka, romantyczna, utopie różne w główce — młoda jeszcze. Zmądrzeje. A córka?... Hm... Kasia z nią trzyma, bo też jeszcze smarkata. Zresztą baby zawsze razem trzymają.