— A to ładna historia! Mój Boże!
Nina wzięła dziennik i sama przeczytała wzmiankę. Była tym przygnębiona.
— Jak to nikomu dziś wierzyć nie można — sentencjonalnie powiedziała pani Przełęska.
— Ohyda — wyrzuciła z siebie Nina — ludzie są ohydni, jedno wielkie bagnisko!
— No, nie trzeba przesadzać — rzekł krótko Dyzma.
Zaczęła się rozmowa o Hellu, przy czym prawie wszyscy przypomnieli sobie różne szczegóły z jego zachowania się, które od dawna wyglądały wysoce podejrzanie.
Nina nie słyszała rozmowy. Myślała o tym, jak zły i fałszywy jest świat, jak bardzo w nim sama jest i bezbronna, jak nie przygotowana na niespodziewane ciosy, które mogą spaść z każdej strony.
Przyglądała się Dyzmie. Wełniste włosy, kwadratowe czoło, krótki nos, usta wąskie i ogromna, potężna szczęka dolna. Tułów może przydługi i rozstawione nogi.
„Zdawałoby się, zwykły człowiek — myślała — a jednak w tej pozornej pospolitości uderza jakaś skupiona, zaczajona siła, jakaś uśpiona moc, ale celowo ukrywana... Nik... mój Nik...”
Była jakby zaskoczona tym, że ten poważny człowiek z mądrym półuśmiechem na twarzy, słuchający w milczeniu paplaniny tych ludzi, że ten mąż stanu, wielki ekonomista, ten człowiek tak... obcy, może nie obcy, lecz jakby jej daleki, jest jej Nikiem! No tak! Jej narzeczonym, wkrótce mężem, jest tym, który będzie odtąd kierować jej losem, życiem, który zapewni jej bezpieczeństwo, osłoni przed wszelkim złem... O, on to potrafi, jak nikt inny. Jest jak piramida na pustyni, której żaden huragan nie poruszy... Pan Hell też był prawdziwym mężczyzną, ale...