Wolała już o nim nie myśleć.
Podano do stołu. Toczyła się zwykła rozmowa o niczym.
Gdy po obiedzie na chwilę znaleźli się sami, szepnęła Dyzmie:
— Kocham, bardzo kocham.
Wziął ją za rękę i pocałował.
— Niku... Dziś pojedziemy do ciebie?
— A chciałabyś? — zapytał figlarnie.
Przygryzła wargi i, patrząc mu prosto w oczy rozszerzonymi źrenicami, wyszeptała:
— Bardzo, bardzo... bardzo...
Nieco zbladła, co już Dyzma znał dobrze.