— Co za sprawa?

— Zgłosiła się do komisariatu prostytutka, nazwiskiem Barcik, zeznaje, że pan prezes robi podkop pod Bankiem Zbożowym.

— Co?...

Komisarz wybuchnął śmiechem.

— Nie wygląda na wariatkę, ale z uporem twierdzi to, co panu prezesowi mówię. Czy pan prezes ją zna?

— A czort ją wie!

— No, naturalnie. Kazałem ją zatrzymać. Myślałem początkowo, że jest pijana, ale nie. Ona nie wie, że pan jest prezesem Banku Zbożowego. I chociaż jej to powiedziałem, nie chce cofnąć zeznania. Musi mieć do pana prezesa jakąś złość. Czy pan prezes rzeczywiście mieszkał kiedyś na Łuckiej?

— Ależ Boże broń! Jak żyję, nie mieszkałem.

— Byłem tego pewny — odparł komisarz. — To gadzina! Uśmieje się pan prezes, ale ona twierdzi, że pan w maju zabił i obrabował jakiegoś Żyda. Nawet wymieniła hotel, w którym pan pokazywał jej owe zrabowane pieniądze!

— A to cholera!