Przed nią stała Kasia.
W krótkim, popielicowym futerku i w małym futrzanym kołpaczku, z papierosem w ustach — wyglądała jak smukły, młody chłopiec, który na chwilę włożył spódniczkę.
— Dzień dobry, Nino — powiedziała tym tak dobrze znanym metalicznym altem.
Ninie krew uderzyła do głowy. Nie wiedziała, co ma zrobić. Niespodziewany przyjazd Kasi wprawił ją w wielkie zakłopotanie, bo przecie i radość jej sprawił. Mówiła innym i sobie samej, że zapomni, lecz teraz przekonała się, że pamięta. Jakżeby zapomnieć można! Pierwsza wiosna, pierwsze oszałamiające odkrycie rozkosznej tajemnicy, którą natura w niej zamknęła...
— Nie przywitasz się ze mną? — Kasia zrobiła kilka kroków i stanęła tuż przy Ninie. — Może gniewasz się, że przyjechałam?
Nina oprzytomniała.
— Ależ nie, Kasiu, bynajmniej... Bardzo się cieszę.
Kasia ujęła jej dłoń i delikatnie, lecz stanowczo przycisnęła Ninę do siebie.
— Nie, tak oficjalnie witać się z tobą nie potrafię.
Otoczyła ramieniem szyję Niny i przywarła do jej ust.