— Nie, Kasiu, nie mogę...
— Tu niebo wisi nad głową jak groźba, tam jarzy się uśmiechem...
— Za miesiąc mój ślub — powiedziała cicho Nina.
Kasia zerwała się z miejsca i rozgniotła papierosa w popielniczce.
— Aha, więc to prawda.
Nina milczała.
— O, wy nędzne niewolnice! Nie potraficie żyć bez jarzma, bez kieratu! Wychodzisz za tego Dyzmę?
— Kocham go.
— Psiakrew! — zaklęła Kasia.
Gniotła rękawiczki.