— Nino, Nino! — wybuchnęła nagle. — Ty nie możesz tego zrobić! Nino, czy ty nie zdajesz sobie sprawy z tego, co się ze mną dzieje? Czy nie masz już dla mnie iskierki uczucia?! Pomyśl, zastanów się!...

— Nie męcz mnie, Kasiu, wiesz, jak bardzo cię lubię. Ale mówię ci... uważam za swój obowiązek powiedzieć, chcę być uczciwa... Przysięgłam jemu i sobie, że nigdy do ciebie nie wrócę...

— Nino, błagam cię, odłóż ten ślub, zlituj się nade mną!... Na pół roku, na trzy miesiące... Może ci przyjdą refleksje, może dojdziesz do przekonania, że chcesz popełnić błąd! Nino, błagam cię, a nuż przyjdziesz do przekonania, że on nie jest godzien ciebie... O nic nie proszę, tylko o zwłokę, o małą zwłokę!...

Nina z uśmiechem zaprzeczyła ruchem głowy.

— Mylisz się, to ja nie jestem jego warta. Mało go znasz, zresztą siedzisz wciąż za granicą, nie zdajesz sobie sprawy z tego, czym on jest dla kraju i społeczeństwa, jaki to...

— Ach, cóż on mnie obchodzi — przerwała Kasia. Mnie chodzi tylko o ciebie, o twoje szczęście i o moje szczęście! Nino, Nino, błagam cię... Nino... Nino...

Upadła na kolana, chwyciła ręce Niny i zaczęła okrywać je pocałunkami.

— O krótką zwłokę... Błagam...

— Kasiu, uspokój się, co ty robisz, Kasiu, opamiętaj się!

W przyległym pokoju rozległy się kroki. Kasia ciężko podniosła się z podłogi. Leniwym ruchem wzięła rękawiczki.