Dawno nie widziano tak wspaniałego ślubu.

Po skończonej ceremonii wychodzących państwa młodych powitano nowymi wiwatami, po czym ci odjechali karetą na tradycyjny spacer po Alejach.

Tymczasem niekończący się sznur pojazdów przewiózł gości do Hotelu Europejskiego, gdzie przygotowano ucztę weselną na dwieście czterdzieści osób.

Przed hotelem również oczekiwał nadjeżdżających tłum ciekawych.

I tu prezesa Dyzmę powitały okrzyki:

— Niech żyje!

Nikodem był rozpromieniony, Nina jaśniała uśmiechem.

Przyjmowali życzenia od niekończącego się korowodu gości. Przy obiedzie toastom również nie było końca. Odczytywanie depesz gratulacyjnych zajęło bitą godzinę czasu, tak że bal rozpoczął się dopiero o jedenastej. Pan młody tańczył do upadłego, i to z takim szykiem, że goście, nieznający jego sukcesów łyskowskich, dzielili się spostrzeżeniami w rodzaju:

— Kto by przypuścił, że prezes Dyzma ma takie poczucie komizmu!

Albo: